Z roadtrip wróciliśmy w niedzielę popołudniu. Na kolejne zwiedzanie San Francisco wybrałam się we wtorek wieczorem. Spotkałam się z moją kuzynką i pojechałyśmy zobaczyć (chyba) dwa najpiękniejsze miejsca w SF.
Pierwsze z nich to Lombard Street, która jest jedną z ciekwszych atrakcji w SF. Dlaczego? Jest bowiem uważana za "najbardziej pokręconą ulicę świata". Dobrze, że miałyśmy auto, bo dzięki temu mogłam doświadczyć przejażdżki tą dziwną uliczką. Jest jedno kierunkowa, wąska, stroma i pokręcona. A do tego domy, które znajdują się bo jej dwóch stronach są prześliczne. Oczywiście u stóp Lombard St stoją turyści i robią zdjęcia, zaś na samej górze, gdzie ulica się zaczyna stoi rząd samochodów, które czekają na swoją kolej by zjechać w dół.
Oprócz wielu zakrętów i ładnego otoczenia, trzeba także wspomnieć o niesamowitym widoku na Telegraph Hill, o którym pisałam tutaj.
A na koniec pojechaliśmy do części SF zwanej Marina District, która jest położona nad oceanem i jak się domyślam domy tam położone są baaaaardzo drogie. Że był już wieczór, poszłyśmy do włoskiej restauracji i zjadłyśmy kolację.
Po wszystkim, zorientowałyśmy się, że za moment mam pociąg powrotny do Redwood City, więc pędziłyśmy samochodem na drugi koniec SF i gdy tam dotarłyśmy co się okazało? Że setki ludzi wraca z właśnie skończonego meczu baseball'owego. Kolejka do mojego (jedynego) pociągu ciągnęła się i ciągnęła i ciągnęła. A żeby było jeszcze ciekawiej to w pewnym momencie zamknięto bramkę i ogłoszono, że pociąg jest pełny. Także musiałam czekać na kolejny, który miał odjeżdżać dopiero za godzinę. Na szczęście, po chwili się okazało, że z okazji tego całego meczu, firma Caltrain dodała extra pociągi, więc się załapałam na jeden z nich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz