Tak jak już pisałam w poprzednim poście, kolejnym miasteczkiem, w którym się zatrzymaliśmy (tym razem znowu na dwie noce) było Eureka (czyt. jurika). Jest to miasto z najstarszymi wiktoriańskimi budynkami. Muszę przyznać, że mają coś w sobie. Oprócz domków znajduje się także dużo murali i to całkiem interesujących. Pierwszy dzień rozpoczęłam samotnym spacerem po Eureka. Najpierw wstąpiłam do jednego z fajniejszych sklepów, jakie dotychczas mi się udało zobaczyć. Mianowicie sklep do scrapbooking (takie pamiątkowe książki stworzone ze zdjęć, naklejek, błyskotek etc.). Sklep wielkości supermarketu, znajduje się tam WSZYSTKO i jeszcze więcej. Raj dla fanów ręcznych robótek. Sama kupiłam kilka rzeczy tak just in case oraz na prezent dla pewnej artyski ;)
Tutaj nawet nie wiem co napisać, po prostu zauważyłam i stwierdziłam, że nie mogę przejść obojętnie i uwieczniłam owy budynek.
A tu księgarnia, w której sprzedają nowe książki, ale także używane. Mi udało się kupić książkę (o której nie miałam zielonego pojęcia), na podstawie nakręcono serial, który oglądałam. Mowa o "The 100" - polecam serial, a książkę zostawiam na dwunastogodzinny lot samolotem.
Po zwiedzaniu downtown, pojechaliśmy do bardzo ciekawego i nietypowego miejsca. Nawet ciężko mi określić czy to muzeum, czy farma, czy też warsztat stolarski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz