sobota, 26 lipca 2014

Universal Studios in Orlando

A więc obudziłyśmy się o 8 rano. Wzięłyśmy szybki prysznic, a następnie pojechałyśmy na śniadanie do McDonald's. Nie ma nic lepszego od dużej waniliowej kawy i tłuściutkiej bułeczki z jajkiem i bekonem.
Yummy!
Po pysznym i zdrowym śniadaniu ruszyłyśmy dalej w stronę Orlando. Podróż z Clearwater do parku rozrywki zajęła jakieś półtorej godziny samochodem. Żeby umilić sobie ten czas, uczyłam Heather mówić po polsku przydatnych zwrotów tj. "mam dość" czy "spoko" no i oczywiście nauczyłam ją mojego ulubionego stwierdzenia "co za łosie" :)

Zaparkowałyśmy samochód i udałyśmy się przed siebie wraz z tłumem.
Najpierw kolejka do sprawdzania torebek, a następnie kolejka do kas, by kupić wejściówki. I tu zaczyna się pierwsza atrakcja. Mianowicie - sterczenie półtorej godziny w pełnym słońcu (dopiero na ostatni odcinek, tuż przed kasami był zadaszony) w niekończącej się kolejce. Moja rada - kupcie bilety online.



Pierwszą rzeczą, na którą poszłyśmy to przejażdżka na podstawie filmu "Mumia". Ogólnie stoi się jakieś 30 minut w kolejce (na szczęście w klimatyzowanym budynku), a następnie wchodzisz do wagony, który jedzie może jakieś niecałe 7 minut. Czy warto? Zdecydowanie tak!

Po przejażdżce w świecie Mumii, poszłyśmy do Harry Potter's World. Nigdy nie uważałam się za osobę, która traci rozum, gdy ma do czynienia z takimi rzeczami... Gdy tylko przekroczyłam bramę perony 9 i 3/4 poczułam się jakbym znowu miała jakieś 9 lat. Wszystko było takie realistyczne! Sklepy z miotłami, różdżkami, słodyczami. No po prostu jakbym się przeniosła do innego wszechświata.




Główną atrakcją w świecie Harrego Pottera była niedawno otwarta przejażdżka na podstawie "Ucieczki z Gringotta". Tym razem kolejka nie była już taka krótka jak w przypadku "Mumii", więc stałyśmy chyba jakąś godzinę. Czy warto było? Jak najbardziej tak! Nawet bardziej niż dla jakiejkolwiek innej przejażdżki.










Ważną rzeczą, o której też chciałam napisać jest "Butterbeer". Nie wiem czy pamiętacie to z Harrego Pottera, bo ja kompletnie o tym zapomniałam, ale w każdym razie poszłyśmy je kupić i muszę powiedzieć, że było obłędne. Ciężko było przypisać temu jeden konkretny smak, więc nawet nie będę tego próbować wyjaśniać tutaj. 


A tutaj zdjęcie z przejażdżki po planecie, z której pochodzi E.T :) 

Oprócz Mumii, Harrego Pottera i E.T poszłyśmy jeszcze na przejażdżkę na podstawie Transformersów (nigdy nie widziałam filmy, ale rollercoaster był genialny!) i Facetów w czerni (polegało to na strzelaniu do kosmitów).





Mimo, że podobały mi się te wszystkie przejażdżki, bo było z tym bardzo dużo zabawy - to jednak chcę zauważyć, że moje serce skradły także uliczki Nowego Yorku lat '50 '60. Mogłabym tam siedzieć godzinami, gdyby nie skwar i zaduch, który odbierał wszelką frajdę.



3 komentarze: